Zamknij

Dlaczego USA musi zapomnieć o kupnie Grenlandii?

. 13:56, 07.01.2026
1

Podczas gdy Stany Zjednoczone często zachowują się na arenie międzynarodowej jak „klasowy łobuz”, który uważa, że za pieniądze może kupić każdą zabawkę od słabszego kolegi, historia i prawo mówią jasno: Grenlandia nie jest na sprzedaż, a amerykańskie roszczenia są pozbawione jakichkolwiek fundamentów. Czy mamy dziś do czynienie z organizacją przestępczą łamiącą prawo międzynarodowe? Wygląda na to, że tak. Cel USA jest jeden, surowce i napaść militarna, która jest bardziej korzystna biznesowo, niż zakup Grenlandii, aby pozbyć się zapasów broni i produkować kolejną. W końcu USA wywołuje najwięcej wojen na świecie,  tylko dla uruchomienia rynków zbytu militarnych zabawek.   

Europejskie dziedzictwo starsze niż Waszyngton

Zanim na mapach świata pojawiły się Stany Zjednoczone, a Jerzy Waszyngton marzył o niepodległości, Grenlandia była już nierozerwalnie związana z Europą. Skandynawskie osadnictwo na wyspie datuje się na X wiek (Eryk Rudy), a od 1261 roku terytorium to oficjalnie podlegało koronie norweskiej, którą później przejęła Dania. Tak, to Ci waleczni Wikingowie co gwałcili ofiary i siłą zabierali co im się podobało. Dziś rola się odwraca, mimo że wydawałoby się iż cywilizacja mocno poszła do przodu ustalając zasady i system prawny. Amerykanie jednak są mocno niedouczeni, tak jak w klasach początkowych zawsze gamonie chcieli zwrócić swoją uwagę ukazując siłę i brak zasad, że niby wszystko mogą.

Kiedy w 1776 roku USA stawiało pierwsze kroki jako państwo, duńska administracja na Grenlandii była już ugruntowanym faktem historycznym. Twierdzenie, że wyspa „powinna” należeć do USA ze względu na bliskość geograficzną, jest równie absurdalne, jak gdyby Dania rościła sobie prawo do Kanady.

Kulisy „handlu ludźmi” w XXI wieku

Amerykańskie próby zakupu Grenlandii mają długą i bezczelną historię. Zaczęło się w 1867 roku, zaraz po zakupie Alaski od Rosjan . Potem, w 1946 roku, prezydent Truman oferował 100 milionów dolarów w złocie, traktując największą wyspę świata jak działkę budowlaną. Dokładnie 14 grudnia 1946 roku została złożona oferta przez sekretarza stanu Jamesa Byrnesa podczas spotkania z duńskim ministrem spraw zagranicznych w Nowym Jorku. Była ona trzymana w tajemnicy przez dekady (odkryto ją dopiero w archiwach w latach 70.) W tamtym czasie system finansowy opierał się na parytecie złota (system z Bretton Woods). USA posiadały wówczas największe rezerwy złota na świecie, zgromadzone m.in. w słynnym skarbcu Fort Knox. Po II wojnie światowej USA kontrolowały około 2/3 światowych zasobów złota, więc wypłata 100 milionów w kruszcu nie była dla nich problemem technicznym.

Zamiast sprzedaży, ostatecznie stanęło na kompromisie: Dania zachowała suwerenność, ale w 1951 roku podpisała z USA umowę obronną, która pozwoliła Amerykanom na budowę potężnej bazy lotniczej w Thule (dzisiejsze Pituffik), która działa do dziś. Dziś to miejsce jest koniem trojańskim i zagrabienie siłowe nie będzie problematyczne, bo Amerykanie już tam są, tylko nie są u siebie. Do tej porty szanowano to, ale obecnie politykiem czołowym USA stał się biznesmen w złym tego słowa znaczeniu. 

Skandal wybuchł jednak w 2019 roku, gdy Donald Trump rzucił pomysł zakupu Grenlandii, wywołując dyplomatyczne oburzenie. Kulisy tych propozycji są prozaiczne: USA nie widzą w Grenlandii narodu, lecz strategiczny lotniskowiec oraz magazyn surowców (metale ziem rzadkich, ropa, gaz). Amerykańskie parcie na północ to czysta chciwość ubrana w szaty „bezpieczeństwa narodowego”. Nazywanie zamieszkanej przez 56 tysięcy ludzi wyspy „okazją na rynku nieruchomości” jest przez Grenlandczyków odbierane jako najwyższa forma pogardy.

Klasowy łobuz w akcji

Postawa USA wobec Danii i Grenlandii przypomina zachowanie silniejszego ucznia, który osacza mniejszego na przerwie. Argumenty Waszyngtonu są brutalnie proste: „Mamy bazy (jak Thule), mamy pieniądze, więc to nasze”.

W rzeczywistości USA nie mają tam żadnych praw i zaskakujące się, że Europejscy przywódcy boją się jasno artykułować swoich zdań. Już dziś powinny być wizyty ich w Chinach i Indiach aby rozmawiać o nowym ładzie międzynarodowym, aby przynajmniej w ten sposób dyplomatyczny dać klapsa Trumpowi. Ten natomiast zdaje sobie sprawę, że  "kumplowi" Putinowi robi przysługę i nie będzie zaskoczeniem, jakby ustalili między sobą "Bierz Ukrainę, a ja wezmę Grenlandię". Gdzie są dziś mężowie stanu i negocjatorzy? 

- Amerykanie  byli tam ostatni, wieki po Europejczykach ich obecność nie ma argumentu historycznego.

- Próba kupna terytorium bez pytania o zdanie jego mieszkańców (Inuitów) to neokolonializm w najczystszej postaci, więc amerykanie nie mają argumentów moralnych

Grenlandia posiada szeroką autonomię i prawo do samostanowienia. O jej losie decyduje Nuuk i Kopenhaga, a nie Biały Dom. Więc nie ma tam argumentów prawnych

Stany Zjednoczone muszą zrozumieć, że świat nie jest ich prywatnym sklepem z nieruchomościami. Czas skończyć z polityką wymuszeń i zaakceptować fakt, że arktyczna perła ma już właściciela, który ceni swoją godność bardziej niż amerykańskie dolary. Jeśli tego amerykańska administracja nie zrozumie, to jesteśmy coraz bliżej III wojny światowej, tylko w tym przypadku USA stanie w drużynie z Rosją.

 

PK

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

Peace GrenladPeace Grenlad

1 0

Duńczycy mają największe terytorium wśród Europejczyków, czyli można uznać, ze to atak na Europę?

14:31, 07.01.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

0%