Zamknij

Co to jest Amerykański „Big Deal”? 25 lat amerykańskich bomb i miliardy zysku

. 08:19, 04.03.2026
Skomentuj Co to jest Amerykański „Big Deal”? 25 lat amerykańskich bomb i miliardy zysku

Zaledwie wczoraj grafika Al Jazeery obiegła sieć, przypominając o brutalnej statystyce: od 2001 roku USA bombardowały co najmniej 10 państw. Dziś, gdy na horyzoncie majaczy eskalacja z Iranem, świat zadaje pytanie, czy to jeszcze polityka, czy już tylko intratny model biznesowy oparty na manipulacji.

Czy USA planuje nową wojnę w 2026 roku?

Analiza danych z ostatnich dwóch dekad sugeruje, że amerykańska machina wojenna nie zna pojęcia „emerytury”. Grafiki pokazujące intensywność nalotów w latach 2024–2026 wskazują na niepokojący trend: przejście od wojen asymetrycznych (z terroryzmem) do bezpośredniej konfrontacji z mocarstwami regionalnymi. Dla obserwatora, to walka o wartości, ale dla analityków to strategia „permanentnego kryzysu”, która pozwala utrzymać globalną dominację dolara i kontrolę nad kluczowymi szlakami handlowymi.

Kto najwięcej zarabia na amerykańskich interwencjach zbrojnych?

To pytanie, na które zorientowani analitycy giełdowi I odpowiadają jednoznacznie,  wskazując na gigantów przemysłu obronnego: Lockheed Martin, RTX (Raytheon), Boeing i Northrop Grumman.

Statystyki są bezlitosne – każda nowa flaga na mapie bombardowań koreluje ze skokiem kursów akcji na Wall Street. Wojna stała się „Big Dealem” – gigantycznym kontraktem na dostawy amunicji precyzyjnej i dronów. W samym 2025 roku zysk netto sektora zbrojeniowego z zamówień Pentagonu wzrósł o kolejne 15%, podczas gdy budżety socjalne w USA i Europie są cięte pod presją inflacji. Tak USA dba o najsłabszych w swoim kraju. 

Jak zmieniło się PKB krajów po interwencji USA w porównaniu do zysków przemysłu zbrojeniowego?

To zestawienie najlepiej pokazuje, kto realnie zyskuje na „szerzeniu demokracji”. Dane ekonomiczne z ostatnich 25 lat malują obraz drastycznej dysproporcji:

Libia (po 2011): PKB na mieszkańca spadło o ponad 50% w ciągu zaledwie kilku lat od interwencji. Kraj, który był liderem rozwoju w Afryce, stał się państwem upadłym. W tym samym czasie przychody producentów rakiet Tomahawk biły rekordy. Politolodzy i historycy zapewne łapią się za głowy, gdy mają podać sposób na rozwiązanie konfliktu w Libii, która dziś byłaby motorem napędowym Afryki, zagrażając interesom USA?

Irak: Mimo ogromnych zasobów ropy, realny wzrost gospodarczy jest niwelowany przez korupcję i koszty odbudowy, którą realizują głównie firmy z USA. Czy to nie jest zastanawiające, że USA stworzyło sobie podwaliny pod działanie swoich firm? Problemem prawdziwym ataku była chęć Iraku na handel ropą nie w dolarach, a w Euro. 

Zysk kontra Straty: Szacuje się, że każdy 1 dolar wydany przez USA na „stabilizację” regionu generuje średnio 4 dolary strat w lokalnej infrastrukturze i kapitale ludzkim, podczas gdy portfel zamówień Pentagonu rósł w tempie 7-9% rocznie (CAGR) od 2001 roku. Podczas gdy lokalne gospodarki są cofane w rozwoju o dekady, amerykański sektor obronny notuje stabilny, wieloletni wzrost niezależny od globalnych recesji. Biznes USA opiera się na kryzysach i wykorzystaniu słabości innych.

Dlaczego demokracja w stylu zachodnim nie działa na Bliskim Wschodzie?

Fakty historyczne potwierdzają, że siłowe wdrażanie liberalnych wzorców w regionach o silnej tradycji hierarchicznej jest skazane na porażkę. W kulturach Bliskiego Wschodu i części Afryki paradygmaty społeczne najlepiej funkcjonują w oparciu o postać silnego przywódcy, niemal królewskiego przewodnika.

Dla wielu tych społeczeństw „król” lub „wódz” nie jest dyktatorem, lecz gwarantem porządku i bezpieczeństwa. Usunięcie go w imię „demokracji” tworzy próżnię, którą natychmiast wypełniają grupy radykalne. To nie brak wolności jest tam problemem, ale próba narzucenia systemu, który ignoruje lokalne kody kulturowe na rzecz modelu, który jest łatwiejszy do kontrolowania przez zachodnie korporacje.

Czy Europa powinna uniezależnić się militarnie od USA w 2026 roku?

Obecna forma współpracy z USA to klasyczny „Big Deal”, w którym Europa jest głównie nabywcą drogiej technologii i buforem dla amerykańskich interesów. Bliski kontakt z Waszyngtonem może przynieść korzyść przy szykowaniu się do realnej obrony kontynentu, ale ślepe podążanie za każdą interwencją USA to prosta droga do katastrofy.

Rozwiązanie dla Europy? Kluczem jest strategiczna autonomia. 

Utrzymywać kontakt z USA jako partner technologiczny, a nie tylko klient. Tutaj Europa , często zapomina jak wygląda partnerstwo, a jak poddaństwo.  Trwa przebudzenie wśród p[przewódców Francji, czy Hiszpani. Polska jednak jest jednym z hamulcowych, a może mieć najwięcej do powiedzenia ze względu na strategiczne położenie.  Destabilizacja Bliskiego Wschodu uderza rykoszetem w Europę (kryzysy migracyjne), a nie w oddzielone oceanem USA.

Europa musi budować własne zdolności obronne, które pozwolą powiedzieć „nie”, gdy kolejna interwencja okaże się jedynie manipulacją mającą na celu nabicie kabzy koncernom zbrojeniowym. Problemem Europy jest duża koncentracja ludności na małym obszarze, co w konfliktach a bronią atomową jest destrukcyjne. 

Podsumowując: Czy patrzymy na misję pokojową, czy na największy biznes w historii ludzkości? Odpowiedź wydaje się ukryta w tabelach zysków korporacji, a nie w przemówieniach o wolności. Europa musi wybrać: partnerstwo czy rola junior-partnera w czyimś interesie?

(.)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu motomagazyn.com. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%